Wolne dziecko – czyli jak wychować szczęśliwego człowieka?

W dzisiejszych czasach, w XXI wieku, w rozwiniętym kraju, mogłoby się wydawać, że każdy jest wolny i ma prawo wyrażać swoją indywidualność. To przecież najwyższa wartość dla każdego człowieka. Prawo do wolności, indywidualności i wyrażania siebie są zapisane w konstytucji, przysługują każdemu. Ale czy to samo dotyczy dzieci? Najmłodsi są przecież „własnością rodziców”. Piszę w cudzysłowie dlatego, że moim zdaniem nie jest to prawda. Rodzice powinni być opiekunami, a nie władcami dziecka. Wielu rodziców myli te pojęcia. Niesłusznie sądzi się, że rodzic ma prawo wychowywać dziecko tak, jak uważa za słuszne, pomimo, że tłumi potencjał małego człowieka, odbiera mu godność i własną autonomię. To są mocne słowa, zdaję sobie z tego sprawę. Jednak takie zachowanie obserwuję bardzo często i dlatego chciałabym przybliżyć Wam, drodzy rodzice, ten temat, by każdy mógł przez chwilę poddać refleksji swoje podejście do dziecka.

Wyrozumiały opiekun czy dyktator?

Jako psycholog dziecięcy pracuję głównie z rodzicami, a nie z dziećmi. Taki paradoks. Uważam jednak, że  to od rodzica zaczyna się zdrowienie dziecka. Tylko świadomy rodzic, który ma wgląd we własne emocje, poddaje refleksji swoje zachowanie, dopasowuje podejście do dziecka, biorąc pod uwagę jego potrzeby, potrafi stworzyć szczęśliwe dzieciństwo dla swojej pociechy. I odwrotnie. Dorosły, który ma wiele nieprzerobionych problemów, nie panuje nad emocjami, ma niezaspokojone ambicje, czuje się gorszy i mniej wartościowy, będzie te zachowania projektował na dziecko.

Wyrozumiały opiekun nie oczekuje od dziecka spełnienia wszystkich oczekiwań. A każdy rodzic ma ich wiele zaczynając od posłuszeństwa, a kończąc na najlepszych ocenach w klasie. Wyrozumiały opiekun nie zmusza też swojej latorośli do rozwijania pasji i talentów, które uważa za ważne. Nie zapisuje dziecka na balet, jeśli dziecko wyraźnie nie chce tam chodzić. Nie każe synowi grać w piłkę a córeczce nie podsuwa różowych lalek. Wyrozumiały rodzic daje wybór.

Wyrozumiały rodzic nie narzuca dziecku zbędnych nakazów i zakazów, tylko dla tego, by pokazać swoją wyższość i narzucić posłuszeństwo. Może to się wydawać abstrakcyjne, ale wielu z nas takie zachowanie praktykuje codziennie. Zastanówmy się. Dlaczego dziecko nie może bawić się przed obiadem, tylko po obiedzie? Dlaczego nie obejrzy bajki, dopóki nie posprząta zabawek? Dlaczego nie odejdzie od stołu, dopóki nie zje i nie powie dziękuje? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to uczenie malucha kultury i dyscypliny. Ale nie ma to nic wspólnego z dyscypliną. Czy my dorośli, zawsze najpierw wykonujemy obowiązki (np. sprzątanie), a potem dopiero pozwalamy sobie na relaks (np. oglądanie TV)? Czy zawsze kończymy każdy posiłek? Nie. Dlaczego więc wymagamy tego od dziecka? Odpowiedź jest prosta – podświadomie staramy się „naprawiać” w dziecku to, co u nas nie działa. To nie może się udać.

Kim więc jest rodzic dyktator? To taki rodzic, który ustala sztywne zasady i każe dziecku ich przestrzegać, pomimo, że sam tego nie robi. Słynny przykład – maluch nie może jeść przy bajkach, ale rodzic regularnie je kolacje przy serialach. Oczywiście za niestosowanie się do zasad, czeka malucha dotkliwa kara – zabieramy coś co jest dla niego ważne (np. chowamy zabawkę) lub wymierzamy klapsy (mówiąc jasno  – stosujemy przemoc). Brzmi strasznie, ale tak właśnie wielu rodziców funkcjonuje, oczywiście nie każdy, bo są też świadomi i wyrozumiali opiekunowie.

Rodzic dyktator zabiera wolność dziecku także na innych polach. Bardzo często jest to obszar pasji lub przyszłości. Często podświadomie wymagamy od dzieci, by były jak najlepszymi uczniami, bo przecież trzeba iść na studia. Przyszły lekarz, prawnik, architekt – tego właśnie chcemy od naszego dziecka, nawet jeśli widzimy, że największą przyjemność sprawia mu rysowanie lub pisanie. Problem ten zaczyna się już w przedszkolu. Zapisujemy dzieci na takie zajęcia, o których zawsze marzyliśmy będąc dzieckiem, a nie na takie, które są najbardziej dopasowane do zainteresowań malucha. Jestem przekonana, że każdy rodzic dyktator robi to podświadomie. Wiem, że kochając swoje dzieci, chcemy dla nich jak najlepiej. Nie zdajemy sobie jednak często sprawy, że według nas to „najlepiej” oznacza tłumienie dziecięcej wolności.

WYROZUMIAŁY OPIEKUN RODZIC DYKTATOR
Nie ustala nakazów i zakazów, których sam nie przestrzega. Ustala sztywne i bezpodstawne zasady dla dziecka.
Nie stosuje kar i nagród. Za każde przewinienie wymierza kary, albo stosuje nagrody jako szantaż.
Pozwala dziecku wybrać dodatkowe zajęcia. Narzuca swoje zdanie w wyborze dodatkowych zajęć, często stosując manipulację.
Pozwala dziecku być sobą. Narzuca swój styl ubierania się i spędzania wolnego czasu. 
Pozwala dziecku na okazywanie trudnych emocji i wspiera je. Zabrania dziecku złoszczenia się, wyśmiewa lub bagatelizuje strach i lęki.
Wychowuje poprzez tłumaczenie, wyjaśnianie i dawanie przykładu. Wychowuje poprzez karanie, nagradzanie, szantażowanie, manipulowanie i niedyskutowanie.
Nie krytykuje innych, nie ocenia i nie wyśmiewa inności. Uczy dziecko, że każdy ma prawo być sobą.

Ocenia i krytykuje w obecności dziecka każdego, kto inaczej wygląda lub zachowuje się w inny sposób. Pokazuje dziecku, że aby nie zostać wyśmianym, trzeba się wpasować w normy.

 

Wyrozumiały opiekun vs rodzic dyktator

Skoro już wiemy jaka jest różnica pomiędzy świadomym i wyrozumiałym opiekunem a rodzicem dyktatorem, pora sprawdzić w której części my się znajdujemy. Chcę jeszcze zaznaczyć, że celem tego artykułu nie jest wytykanie rodzicom błędów. Nie jest także oskarżanie ich o zniewolenie dzieci i krytykowanie. Moim celem jest uświadomienie błędów, które możemy nieświadomie popełniać (któż z nas ich nie popełnia?) oraz inspirowanie do dawania większej wolności i przestrzeni najmłodszym członkom rodziny. Zazwyczaj działamy mechanicznie, często sami w dzieciństwie zostaliśmy zniewoleni, zabrano nam naszą indywidualność i nieświadomie projektujemy to na nasze dzieci. Sprawdź więc jakim jesteś rodzicem i ile wolności dajesz swojemu dziecku.

CZY TWOJE DZIECKO JEST WOLNE?

  • Czy w Twoim domu panują sztywne zasady i ograniczenia, które dotyczą tylko i wyłącznie dziecka?
  • Czy pozwalasz maluchowi na chwile słabości i jesteś wtedy wyrozumiały?
  • Czy każesz dziecko, zabierając mu to co jest dla niego ważne lub stosujesz kary cielesne?
  • Czy narzucasz mu swoje zasady a na pytanie – dlaczego? Odpowiadasz – bo ja tak mówię! ?
  • Czy każesz dziecku uczestniczyć w dodatkowych zajęciach, pomimo, że wcale go to nie interesuje?
  • Czy twoje dziecko ma prawo decydować o codziennych sprawach takich jak wybór śniadania, wybór bluzeczki czy spodni?
  • Czy pytasz swoje dziecko o to gdzie chce iść na spacerek lub gdzie pojechać na wycieczkę, czy raczej sama podejmujesz tą decyzję?
  • Czy sposób reagowania na niewłaściwe zachowanie dziecka jest uzależniony od twojego nastroju?
  • Czy ustalasz rytm dnia nie biorąc pod uwagę naturalnych skłonności dziecka i jego potrzeb?

Powyższe pytania służą do refleksji. Nie jest to test rodzicielstwa typu – jeśli odpowiedziałeś w tych i tych pytaniach tak, to znaczy że jesteś zły lub dobry. Nie uważam, by taki podział w ogóle istniał. Te pytania pozwalają nakreślić to, do czego dziecko ma prawo i czy my jako rodzice mu to dajemy.

Dlaczego bycie wolnym w dzieciństwie, to podstawa szczęścia?

Uważam, że wychowanie to nie wydawanie dziecku nakazów i zakazów, po to by w przyszłości sobie radziło. Wychowanie to pomaganie dziecku wzrastać, po to, by w przyszłości było kompletne i szczęśliwe. Jeśli osoba w dzieciństwie ma dużo wolności, miłości i akceptacji, to w dorosłym życiu radzi sobie o wiele lepiej, niż ktoś kto ma w głowie same nakazy i zakazy. Wolne dziecko to wolny dorosły. Zna swoje mocne i słabe strony. Kocha siebie, nie starając się dopasować do oczekiwań innych. Jest ciekawy, odważny i kreatywny. Wie, że zasługuje na to co najlepsze, potrafi walczyć o swoje i przede wszystkim nie uzależnia swojego poczucia wartości od innego człowieka. Jego talenty, praca i codzienne czynności są spójne z tym co kocha i do czego został stworzony. To jest definicja moja spełnionego człowieka. Ta droga zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie, więc my jako rodzice, powinniśmy umożliwić naszym pociechom na kreowanie własnej ścieżki, wolnej od ograniczeń i nakazów. Bo przecież każdy rodzic chce szczęścia swojego dziecka <3

Popularne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *